Unikający styl przywiązania. Kiedy bliskość zaczyna być trudna
Bliskość nie dla każdego oznacza to samo. Dla jednej osoby jest przede wszystkim źródłem bezpieczeństwa, dla innej - oprócz poczucia więzi - może oznaczać również utratę autonomii, konieczność ujawniania własnych potrzeb czy narażenie się na zależność od drugiego człowieka.
Właśnie w tym miejscu pojawia się jedno z podstawowych napięć charakterystycznych dla unikających strategii przywiązaniowych: potrzeba relacji może współistnieć z potrzebą zachowania dystansu.
Nie jest to sprzeczność. Człowiek może chcieć bliskiej relacji, przywiązywać się do drugiej osoby i jednocześnie mieć trudność z tym, co pojawia się wraz ze wzrostem zaangażowania. Im ważniejsza staje się relacja, tym większe może być znaczenie autonomii, kontroli i możliwości samodzielnego regulowania własnego napięcia.
Dlatego samo wycofanie nie powinno być interpretowane jako brak uczuć. Czasami jest ono właśnie sposobem radzenia sobie z ich intensywnością.

Bliskość i autonomia
W każdej bliskiej relacji obecne są dwa pozornie przeciwstawne dążenia: potrzeba więzi oraz potrzeba zachowania odrębności. Zdrowe funkcjonowanie nie polega na wyeliminowaniu któregoś z nich, lecz na możliwości swobodnego poruszania się między nimi.
W przypadku silniejszych unikających strategii przywiązaniowych równowaga ta może być trudniejsza do osiągnięcia. Autonomia może mieć szczególne znaczenie, ponieważ pozwala ograniczyć doświadczenie zależności i związane z nią napięcie.
Może pojawić się przekonanie, że najlepiej jest radzić sobie samodzielnie, nie potrzebować zbyt wiele od innych i nie obciążać ich własnymi problemami. Przyjmowanie pomocy może być trudniejsze niż jej udzielanie. Mówienie o potrzebach może powodować dyskomfort, a emocjonalna zależność od partnera może być odbierana jako ograniczenie własnej swobody.
Nie oznacza to, że osoba taka nie potrzebuje bliskości. Może jej potrzebować, ale jednocześnie mieć ograniczoną tolerancję na pewne aspekty bliskości.
Dlaczego pojawia się wycofanie?
Dystansowanie się można rozumieć jako strategię regulowania napięcia.
Kiedy emocjonalne zaangażowanie staje się zbyt intensywne, wycofanie pozwala zmniejszyć pobudzenie i odzyskać poczucie kontroli. Może przyjąć różne formy: ograniczenie kontaktu, skupienie się na pracy lub innych aktywnościach, unikanie rozmowy o relacji, intelektualizowanie problemu czy przekierowanie uwagi na wady partnera.
W krótkiej perspektywie taka strategia może być skuteczna. Napięcie rzeczywiście spada.
W dłuższej perspektywie może jednak utrudniać pozostawanie w kontakcie z tym, co dzieje się w relacji. Partner doświadcza dystansu, sam może zacząć poszukiwać większego kontaktu, a to z kolei może zwiększać potrzebę wycofania.
Powstaje wówczas dynamika, w której obie strony - próbując zadbać o własne poczucie bezpieczeństwa - nieświadomie wzmacniają trudność, z którą się mierzą.
Trudność może dotyczyć nie tylko bliskości, ale również własnych potrzeb
Jednym z mniej oczywistych aspektów unikających strategii przywiązaniowych jest możliwość ograniczonego kontaktu z własnymi potrzebami.
Jeżeli przez lata dominował sposób funkcjonowania oparty na samowystarczalności, zauważenie potrzeby wsparcia może być trudniejsze. Nie zawsze chodzi o świadome przekonanie, że „nie potrzebuję innych”. Czasami potrzeba zależności została po prostu słabo rozwinięta lub nauczyliśmy się jej nie zauważać.
Wtedy łatwiej jest powiedzieć „nic się nie stało” niż przyznać, że coś zabolało. Łatwiej samodzielnie rozwiązać problem niż poprosić o pomoc. Łatwiej się wycofać niż powiedzieć: „Potrzebuję teraz od Ciebie czegoś, ale trudno mi o to poprosić”.
To właśnie dlatego praca nad unikającymi strategiami nie powinna sprowadzać się do uczenia większej otwartości. Istotne jest również odzyskiwanie dostępu do własnych potrzeb i możliwość komunikowania ich bez poczucia utraty niezależności.
Czy można funkcjonować inaczej?
Tak, choć zmiana nie polega na tym, aby przestać potrzebować autonomii.
Celem jest większa elastyczność. Możliwość pozostania w kontakcie z drugą osobą również wtedy, gdy pojawia się napięcie. Możliwość powiedzenia „potrzebuję teraz trochę przestrzeni”, zamiast całkowitego wycofania. Możliwość przyjęcia wsparcia bez poczucia, że oznacza ono utratę niezależności.
Psychoterapia może być miejscem, w którym można przyjrzeć się temu, jak powstały własne sposoby funkcjonowania w relacjach i jaką pełnią obecnie funkcję. Istotne staje się nie tylko pytanie „dlaczego taki jestem?”, ale również „przed czym chroni mnie ten sposób reagowania i co sprawia, że nadal go potrzebuję?”.
Stopniowo możliwe staje się rozwijanie większej tolerancji na bliskość, zależność i emocjonalną dostępność - przy jednoczesnym zachowaniu własnych granic i autonomii.

Na zakończenie
Unikające strategie przywiązaniowe nie mówią o tym, czy ktoś potrafi kochać. Mówią raczej o tym, jak dana osoba radzi sobie z tym, co uruchamia bliska relacja.
Warto więc zamiast szukać dla siebie etykiety przyjrzeć się konkretnym doświadczeniom:
Co dzieje się ze mną, kiedy ktoś staje się dla mnie naprawdę ważny?
Co czuję, kiedy potrzebuję drugiej osoby?
Co sprawia, że zaczynam się wycofywać?
Czy dystans rzeczywiście chroni moje granice, czy czasami chroni mnie również przed doświadczeniem bliskości?
Takie pytania mogą być znacznie bardziej pomocne niż próba przypisania siebie do określonego stylu. Pozwalają bowiem zobaczyć nie etykietę, lecz własny sposób budowania relacji - a ten może się zmieniać.


Komentarze